poniedziałek, 27 grudnia 2010


Był listopad, spędzała kolejny dzień w pracy. Popołudniowa zmiana. Ale był już piątek i zostało ostatnie kilka godzin i upragniony weekend. Obie z Kasia bardzo na niego czekały i stało się wybiła 22, szybko znalazły się w szatni ubrały się i wyszły rozweselone. W autobusie rozmawiały o sobocie i tej imprezie, to był jeden z głównych tematów drugim był Jarek. Kasia go uwielbiała, remontował dom jej rodzicom. Zaczęło sie tak niewinnie, taki mały flirt. Jednak z biegiem czasu Kasia nie wiedziała, czemu ale uzależniła się od niego. Tak zawsze wiedziała ze pasują do siebie dwa wariaty. Jarek to przecież chodzący klaun. Ciągle się śmieje i zaraza tym otoczenie. Dzięki niemu Kasia stała się weselsza częściej się uśmiechała promieniała mimo tych wszystkich problemów. Było dobrze a i Weronika się cieszyłam O.o.  Kasia jest szczęśliwa i chociaż w głębi sera ciągle się o nią martwię to cieszylam się razem z nią. Bo przecież wiedziałam ze Kasia się nie da. Chociaż było im dobrze dzieliła ich nie mała odległość ona tu a on tam w Warszawie. Na początku nie było tak źle, dzwonił pisał przyjeżdżał do niej kiedy tylko się dało. Bo przecież była rodzina, synek, córka mieli zawsze pierwsze miejsce. Tak Weronika wiedziała teraz to tylko te wolne związki, ale każdy przecież chce się zakochać i być kochanym tak naprawdę na zawsze. Byłyśmy nawet w odwiedzinach w stolicy, chociaż nie chciałam, ale dla Kasi pojechałyśmy przecież wiedział, jakie to dla niej ważne. Było milo, Kasia dobrze się bawiła, była szczęśliwa, wygłupiali się jak zawsze. Często pisał ze ja kocha, ze nie wiedział ze tak szybko można się zakochać. Kasia wierzyła, bo i ona cos czuła. Ale jakoś z czasem to chyba odeszło przepadło. Odległość wiele zepsuła, brakowało czasu na spotkania zawsze było cos ważniejszego. Może po prostu tak miało być, może to nie to cos zgasło wypaliło się. I nie wiedzieć, czemu Kasia sama to sobie wykrakała, czuła ze jest za dobrze ze to wszystko jest za prawdziwe ze cos się zepsuje. I niby wiedziała ze za bardzo się angażuje, ale to było silniejsze od niej. Nie miała na to wpływu to uczucie samo przychodziło z dnia na dzień. A teraz wszystko pękło jak banka mydlana. Ale Kasia zapomniała już jest dobrze żyje dalej bo przecież ma dla kogo dla córki. I tak mijały beztroskie dni nam obu Az pewnego dnia przyszło nam się rozstać, zwolnienia grupowe. Trudno jakoś dajemy sobie rade nie jest źle, chociaż miedzy nami mogłoby być lepiej. I tak nastał grudzień tak Werka lubiła ten miesiąc. Któregoś dnia Jarek napisał do niej. Zwykły sms „co tam”. Zdziwiło ją to ale odpisałam potem pisał ze chce ją poznać i tak się zaczęło, lawina sms-ów. Myślała ze to tylko tak na chwile na kilka sms-ów ale to już trwa kilka tygodni i jakoś nie chce się skończyć. Pisze,pisze,pisze, czasem dzwoni i w góry chce zabrać. Ale i ona teraz jak Kasia kiedyś zaczynam się przyzwyczajać, chociaż wie ze z tego nic nie bedzie bo przecież to bez zobowiązań. Boże czemu to wszystko jest takie trudne, czasem miała wrażenie ze on pisze wszystko co chce usłyszeć, bo przecież pisał ze dla niej zawsze ma czas ze tak łatwo się go nie pozbędzie ale czy ona tego wszystkiego chciała sama już nie wiedziała. I jeszcze ten wypadek, święta z była zona i synkiem. Nawet nie wiedziała, czemu ją to tak dobija przecież powinno ja to obejść. Ale co ona na to może ze taka uczuciowa jest, już tak ma. Najgorsze jest to ze on jest od niej starszy, ale przecież uwielbiała z nim pisać rozwesela ja zawsze. I jako jedyny znał jej tajemnice i akceptował ją. Czemu to wszystko musi być takie trudne i skąplikowane. I tak mijały dni, tygodnie. Ciągle pisał a ona nie umiałam się od niego odzwyczaić. A tak często próbowała, ale to nic nie dawało. I minęły święta jakoś je przetrwała i przyszedł nowy rok. Hmm życzenia noworoczne być w końcu tak cholernie szczęśliwa i mięć trochę świętego spokoju. I mamy styczeń, zbliża się wyjazd w góry i tak bardzo chciała i tak bardzo się boi. Co to będzie jak to będzie aż strach pomyśleć. A może nie potrzebnie się boi, może będzie się dobrze bawić. Tyle problemów, pytań wątpliwości w chodziło w jej głowie. Co zrobić? Tego nie wiedziała  może po prostu trzeba się poddać zobaczyć, co los przyniesie. Przecież to się nie może udać on tam ona tu, on ma 30 lat a ona 21 boże przecież to za duża różnica wieku. Czasami się zastanawiała czy naprawdę chce tak wiele, trochę szczęścia i świętego spokoju. Bez tych wszystkich problemów głupich pytań bez odpowiedzi. To jednak chyba dużo nawet bardzo skoro nawet tego nie ma, i nie może mieć. Tak myśli sobie czasem  ze może lepiej było by jak by nie pisał miałabym wtedy przecież ten swój święty spokój.  Nie było by wtedy tych wszystkich zmartwień znaków zapytania. I tak było by najlepiej, a może nie, bo teraz tak sobie myśli ze brakowałoby jej tego. Jarek już czul się lepiej po wypadku wyglądało na to ze doszedł do siebie. I nastał 20 stycznia dzień wyjazdu na narty. Siódma rano pobudka szybko się ubrała i poleciała na pociąg. Mieli spotkać się podczas przesiadki w Warszawie I tak się stało. Przywitali się i szybko wsiedli do pociągu wprost do Zakopanego. Gadali, śmiali się wygłupom nie było końca. A jej w głowie widniało tylko jedno pytanie co ona tutaj robi? I to jeszcze z nim ? Bo przecież mogła zostać w domu bez żadnych wyrzutów i nie było by ty wszystkich problemów. Ale to wszystko było silniejsze ode niej. Dojechali w końcu. Mmmm… Zakopane to powietrze ten klimat. Boże cud natury, tak to stanowczo takie miasto zakochanych. Wiec co my tu robimy ?
- Podoba się? Uśmiechnął się jak to on tylko potrafi najlepiej.
- Czy mi się podoba? Jest wyśmienicie nie potrafię nawet tego opisać słowami.
Przytulił ja wziął bagaże i poszli. Prowadził ja przez sama środek Zakopanego. Czuła się cudownie.
- Zaniesiemy bagaże do pensjonatu i idziemy zwiedzać pasuje?
- Jeszcze pytasz? Oczywiście ze tak. Byłam tak wniebowzięta ze nie dało się tego opisać.
- Dobrze to chodź chodź, bo jeszcze kawałek drogi przed nami.
- No przecież idę no zapatrzyłam się tu jest tak pięknie, magicznie.
- Tak wiem wiem – i znowu ten jego zabójczy uśmiech, przy którym czuła się tak bezpiecznie i czuła ze znikają wszystkie troski i zmartwienia.
Znaleźli końcu ten pensjonat, zakwaterowali się w dwóch osobnych pokojach. Tak dobrze ze wszystko zaplanował. Zaniosła swoje bagaże do pokoju i usiadła na chwile, nie mogła uwierzyć ze to wszystko dzieje się naprawdę, ze tu jest. Wstała spojrzała w okno, widok był przepiękny. Nie mogła nim nacieszyć oczu. Stała i nawet nie wiedziała ze uśmiecha się do szyby, zrobiła to bezwarunkowo. Spojrzała na zegarek już od 10 minut powinna być na dole. Tak się przecież umówili. Ubrała kurtkę zamknęła za sobą drzwi i zbiegła na dół już czekał. Podbiegła ucałowała go i poszli spacerować po szlakach Zakopanego. Najpierw były Krupówki, śmiali się i wygłupiali biegali jak wariaci od straganu do straganu podziwiając wszystkie pamiątki zakopiańskie. Nawet nie zauważyli, kiedy nastał wieczór. Bez pytania zaciągnął ja na kolacje była wyśmienita. Zjedli, pożegnali się i rozeszli się do pokoi. Weszła, usiadła na fotelu nawet się nie rozebrała, bo się rozmarzyła. Tak to był cudny dzień pełen emocji. Musiała trochę ochłonąć, za dużo tego wszystkiego jak na jeden dzień. Rozebrała sie w końcu wskoczyła szybko pod prysznic i położyła się do łóżka, długo nie mogła zasnąć z nadmiaru wrażeń. Napisał jej sms-a na dobranoc i jakoś spokojnie zasnęła. Obudziła się rano zaspana spojrzała za okno pięknie święciło słonce. Dzień zapowiadał się pięknie. Spojrzała na zegarek była 9 a w telefonie już kilka wiadomości od Jarka. A w jednej z nich „ Śniadanie masz przed drzwiami mam nadziej ze będzie smakowało, ja poszedłem na targ niedługo wrócę nie martw się baw się dobrze całuje” Otworzyła drzwi a tam taca z królewskim śniadaniem. Wzięła je zamknęła drzwi, położyła na łóżku włączyła radio i zaczęła tańczy z radości. Jadła tańcząc i śpiewają. Gdyby ja teraz zobaczył padłby ze śmiechu, ale nie widzi wiec może być teraz sobą. Nawet nie zauważyła kolejnej wiadomości od niego ”Już jestem mam nadziej ze wszystko dobrze i ze śniadanko smakowało. Jak już będziesz gotowa na podbój Zakopanego to daj znać czekam„. Rzuciła telefon na łóżko i pobiegła pod prysznic, ubrała się ciepło, bo na dworze – 20 stopni. Zima, jakiej swat nie widział, stulecia. Napisała mu „ za 10 minut na dole” Kilka razy obejrzała się w lustrze, założyła cieple skarpety buty czapkę i kurtkę zamknęła drzwi i zbiegła na dol. Jeszcze go nie było, wiec wyszła przed pensjonat żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Kiedy ktoś zasłonił jej oczy obrócił ja ku sobie i pocałował, była wniebowzięta.  Złapał ja za rękę i poszli na podbój Zakopanego. Nawet w snach nie marzyła ze może być taka szczęśliwa.
- O czym myślisz? Zapytał ni z stad ni owąd
- Hmmm… o tym ze jest mi z Toba tak dobrze i ze za chwile to się skończy, ta magia.
- Wiesz… tez o tym myślałem i nie wiem jak to będzie jak wrócimy. Na pewno nie chce zrywać z Toba kontaktu. Ale nie mogę ci tez nic obiecać dajmy sobie czas.  Wiem ze to na pewno nie to co chciałaś usłyszeć przepraszam inaczej nie umiem nie chce cie okłamywać. Po prostu na razie cieszmy się tym co mamy co jest teraz.
- Tak masz racje nie to chciałam usłyszeć. Ale może to i lepiej czas pokaże jak mam być z nami. Cieszmy się tym, co mamy tu i teraz.
- I taka cie właśnie lubię, uśmiechnięta. – Powiedział u ucałował ja czubek noska.
I poszli najpierw na obiad, bo już była ta pora. Zjedli szybko i już szli zwiedzać Zakopane. Chodzili tak rożnymi uliczkami, poznawali nowe zakątki tego miasta. Śnieg prószył, temperatura na dworze się nie zmieniała. Ahh ten mróz ani trochę nie chciał odpuścić.  Zamyśliła się na chwile, bo przecież już jutro trzeba będzie wracać do szarej rzeczywistości. Ale może się ułoży, będą przecież mieli co wspominać. Tak stanowczo to dobra pamiątka. Nastał mrok, zmierzali już do pensjonatu. Podziwiali uroki tej nocy, nawet nie wiedziała, kiedy ja objął, przecież to ostatnia taka magiczna noc tutaj. Niebo było piękne, gwieździste. Już wchodzili do pensjonatu zmarznięci nie ziemsko wiec zaproponował herbatę w jego pokoju, mimo wahania poszła z nim. A tam czekała na nią niespodzianka. Pięknie przygotowana kolacja. Gdy to zobaczyła chciała już wyjść. Czemu? Dobrze wiedziała, czym taka kolacja powinna się skończyć. Ale zatrzyma ją w drzwiach.
- Czemu uciekasz? – Zapytał zdziwiony
- Przecież to wszystko dla ciebie przygotowałem Weronika, o co chodzi?
- Dobrze wiesz, czym taka kolacja powinna się skończyć a ja tak nie chce dobrze o tym wiesz. Lepiej będzie jak już sobie pójdę.
- Nie zaczekaj wiem nie pomyślałam o tym, ale obiecuje ze to tylko kolacja później odprowadzę się do pokoju.
- Naprawdę? Obiecujesz?
- Tak obiecuje na wszystko, co chcesz.
- Dobrze wiec zostanę.
I usiedli przy stole, kolacja była przepyszna nigdy nie, jadła lepszej. Śmiali się rozmawiali nawet nie zauważyła jak czas leciał. W końcu stwierdziła ze czas już wyjść wiec wstała podziękowała za kolacje a on złapał ja za rękę i zaprowadził do pokoju. Stali tak jeszcze przez chwile przed jej pokojem milczeli pocałował ja tylko powiedział dobranoc i poszedł.  Weszła do pokoju, ubrała się w piżamę i rzuciła na łóżko. Nawet nie wiedziała, kiedy zasnęła ale chyba już świtało.  Rano obudziło ja pukanie do drzwi. Otworzyła oczy, spojrzała na zegarek była 8 rano. Wstała zaspana otworzyła drzwi a tam stan Jarek ze śniadaniem. Stanęła oniemiała i nie wiedziała, co ma powiedzieć.
- Pomyślałem ze zjemy razem w ten ostatni dzien. Nie chciałem cie budzić, ale i tak niedługo musimy się zbierać. – Uśmiechnął się
- Nic się nie stało to bardzo mila pobudka. Wejdź proszę.
 I rozsiedli się na łóżku wcinając śniadanie. Czasem patrzyła w okno by dobrze zapamiętać ten widok, bo przecież był zjawiskowy jedyny w swoim rodzaju. I śniadanie się skończyła wstał zabrał tace pocałował ja w czoło i powiedział:
- No to czas się zbierać, spakuj się szybko to pójdziemy jeszcze pospacerować po Krupówkach ostatni raz.
- Dobrze dam znać jak będę gotowa.
Poszedł, drzwi się zatrzasnęły a ona zaczęła się pakować, chociaż nie szło jej to za dobrze. Widać było ze nie chce wyjeżdżać zresztą, kto by chciał z tak pięknego miejsca. Przysiadła na chwile zamyśliła się wspominała cały wyjazd był pełen pozytywnych wrażeń i emocji.  A Jarek był taki, jakim go sobie wymarzyła. Takiego go jeszcze nie znała był wyjątkowy. Sama nie mogła w to uwierzy ale tak było. Jakieś to dziwne Az za piękne by mogło być możliwe. Bała się ze to wszystko się zaraz zepsuje, cos się stanie i ta cala magia gdzieś zniknie. Spakowała się do końca, wstała ubrala się ostatni raz spojrzała w okno na pokój zamknęła drzwi i wyszła.  Szła powoli nie chciała wyjeżdżać. Już czekał na nią w holu, witając ja promiennym uśmiechem. Przytulił ja i poszli ostatni raz na spacer pożegnać Zakopane. I skończył się ten magiczny weekend. Już czekali na stacji na pociąg, tak to powrót do szarej rzeczywistości. Dojechali do Warszawy, droga, jakoś przebiegła im w milczeniu. Nadszedł czas się pożegnać wiec pocałował ja a ona pobiegła na pociąg. Czekał jeszcze na stacji aż odjedzie i poszedł. A o siedziała w pociągu patrzyła w okno, miała mętlik w głowie.  Wszystko wydawało się takie bajeczne nie realne, ale jednak się stało, wydarzyło.  Wysiadła na dworcu i poszła do domu. I tak mijały dni tygodnie, miesiące. A ta znajomość mimo wszystko ciągle trwała.  Pisał często ze tęskni, ze nigdy nie zapomni tego wyjazdu. Cieszyła się ale nie wiedział czy to wszystko prawda chociaż mimo wszystko tym wyjazdem i zachowaniem udowodnił ze może mu wierzyć. Spotykali się rzadko bo zawsze cos było ważniejsze, czasem myślała ze to może jakieś znaki do losu ze nie jest im pisanie być razem. Nie potrafiła zerwać tej znajomości, bo przecież chciała tylko go mieć czasem przy sobie tak na chwile.  A może tylko doskwierała jej samotność.  Pewnego dnia siedziała w domu i czytała książkę, chciała jakoś zabić czas by nie myśleć i nie zastanawiać się, czemu nie pisze, nie odzywa sie. Siedziała i w pewniej chwili usłyszała jakieś wrzaski spojrzała za okna a tam stal Jarek i krzyczał. Otworzyła okno i usłyszała:
- Kocham cie bądź ze mną!!!
- Ja ciebie tez wariacie będę będę .
Szybko zbiegła na dół i pocałowali.