wtorek, 22 lutego 2011

Znali się z widzenia, ciągle się widywali, bo on prowadził autobus, którym dojeżdżała do pracy. Widziała ze czasem zerkał na nią, ona tez czasem lubiła się na niego spojrzeć. Czasem nawet zdarzyło sie ze ich spojrzenia się spotkały na chwile, ale wiedziała ze to nic nie znaczy, bo przecież ona jest zajęty. Wiec czasami tylko się uśmiechała i mówiła dzień dobry na wejściu. Co jakiś czas i on odwzajemnił jej uśmiech albo puścił oczko, cieszyło ja to. Któregoś dnia nawet jak wchodziła zagadał do niej była zdziwiona, ale chętnie ucięła nim mila pogawędkę. I tak coraz częściej siadała z przodu by sobie z nim porozmawiać pośmiać się lubiła to, często dzięki temu miała dobry dzień. Któregoś dnia poprosił ja o numer telefonu zdziwiła ja to, ale dala, bo przecież, co jej szkodzi. Pewnego wieczoru napisał cieszyła się, bo bardzo go lubiła. Rozumieli się bez slow coraz więcej sobie mówili kiedyś powiedział jej ze zerwał z dziewczyna, bo go zdradziła współczuła mu i była przy nim, bo czuła ze to już przyjaźń i ze on tego potrzebuje. Wiedziała, kiedy było najgorzej nawet nie musiał nic mówić. Każdego dnia widziała jak się zamartwia i cierpi. Pewnego dnia wyszła jakoś wcześniej i czekała na autobus by wsiąść, bo jakoś chłodno było. Przyjechał poczekała aż wszyscy wysiada i podeszła by już wsiadać a on zdarzył wyjść i pocałował ja w policzek. Była zaszokowana nie wiedziała, za co to wiec zapytała.
-Ej Grzesiu za co to ?
- Za to ze jesteś. – odpowiedział z uśmiechem na twarzy.
- Nie musiałeś mi za nic dziękować.
I dalej wpadli w wir rozmowy, śmiali się i wygłupiali. Nawet nie zauważyła z czasem jak stali się para i razem zamieszkali. Często było tak ze jedno budziło drugie i robiło śniadanie. Wsiadała do autobusu ucałowała go siadała i zasypiała szczęśliwa.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Już od 2 dni nie odżywał się do niej. Zaczęła się poważnie o niego martwił przecież nigdy mu się to nie zdarzało. Dzwoniła, pisała, ale to nic nie dawało. Mimo ze mieszkał kilka pięter niżej widywała go rzadko, bo ona była zajęta praca on nauka. Ale to jego milczenie nie dawało jej spokoju wiec ubrała bluzę i zbiegła na dol. Nacisnęła dzwonek, drzwi się otworzyły a w nich stanęła jego mama.
- Dzień dobry, a w zasadzie dobry wieczór już. Jest Dawid? - Zapytała z wielkim bananem na ustach. Już zanim dzwoniła wiedziała ze cos jest tak, bo słyszała głośna muzykę za drzwiami a znała Dawida trochę i wiedziała ze tak właśnie zagłuszał swoje myśli.
- Tak jest, ale jak słyszysz jego stan nie jest najlepszy i tak już od kilku dni – odpowiedziała matka niezbyt szczęśliwa.
Wpuściła ja i zapytała czy chce cos do picia odpowiedziała ze tak to co zawsze. Podeszła do drzwi jego pokoju zapukała, chociaż i tak nie wiedziała, po co bo i tak muzyka to zagłuszyła. Uchyliła drzwi wcisnęła głowę i zapytała:
-Mogę wejść?
Nic nie odpowiedział przytaknął tylko. Weszła zamknęła drzwi. Podeszła do niego i zapytała:
-Co się dzieje? Nie odzywasz się do mnie martwię się o ciebie.
Czekała cierpliwie na odpowiedz milczał przez chwile.
-Majka mnie zdradziła. – Odpowiedział, ale słyszała ze płacze. Podeszła bliżej położyła rękę na jego ramieniu a on odwrócił się i wpadł w jej ramiona plącząc jak dziecko, któremu zabrano zabawkę.
- Będzie dobrze, nie płacz – odpowiedziała i bardzo mu współczuła, bo wiedziała jak ja kochał i jak wiele był w stanie dla niej zrobić.
- Ale jak to się stało? – Zapytała
- Wystarczyła jedna impreza, aby wszystko się zawaliło… - mówił przez łzy
- Dawid ja wiem ze dasz rade musisz tylko podjąć dobra decyzje zastanowić się czy kochasz ja wystarczająco na tyle by jej to wybaczyć i znowu z nią być.
-… Dziękuje- odpowiedział tylko
- Ale za co – zapytała zdziwiona
- Ze jesteś tak po prostu opowiedział i próbował się uśmiechnąć najbardziej jak tylko w tej chwili potrafił

.


I dająca upust emocjom pisała co jej myśli przyniosą. Chciała porostu przelać na papier wszystko czego nie umiała nikomu powiedzieć. Tylko to jej przynosiło prawdziwa ulegle. Bo tak naprawdę nigdy nie powiedział wszystkiego co czuje swoim przyjaciołom. Jakoś nie potrafiła bo mimo wszystko była skryta. Nade wszystko chciała być szczęśliwa. Nie zawsze jej się to udawało ale starała się jak mogła. Chciała przeżyć prawdziwa miłość . I nie raz miała chwile załamania, ale wiedział ze tak nie ta się żyć ciągle się łamiąc. Wiec starała się cieszyć każdym małym zwycięstwem, głupstwem. I tak było jej najlepiej. Tak naprawdę to tylko ona wiedziała co czuje ,ale czasami sama się gubiła. Często udawała ze wszystko w porządku żeby nie zawracać nikomu głowy. Ale bardzo często miała duży problem z którym nie potrafiła sobie poradzić sama, i mimo wszystko nie chciała o tym nikomu mówić bo wstydziła się tego. Dlatego często dusi to w sobie bardzo długo. I chyba czasami ponosiła ja wyobraźnia i wierzyła w magie nie wiedzieć czemu. I nie wiedzieć czemu często bała się wielu rzeczy. Często czuła ze brakuje jej czegoś w życiu, ale i tak czuła się szczęśliwa. Tak naprawdę nikt nie znała jej tak dobrze jak ona sama. Często brakowało jej takiego kogoś kto znal by ja tak naprawdę. Z kim zawsze mogła by porozmawiać o wszystkim. Kto miał by dla niej czas zawsze gdyby tego potrzebowała. Często czuła się jak szara myszka, i chodź na chwile chciała się poczuć jak księżniczka ale nigdy jej się to nie udało. I dalej żyła w swoim małym skromnym świecie i czekała aż wydarzy się cos czego nigdy by się nie spodziewała.