poniedziałek, 27 grudnia 2010


Był listopad, spędzała kolejny dzień w pracy. Popołudniowa zmiana. Ale był już piątek i zostało ostatnie kilka godzin i upragniony weekend. Obie z Kasia bardzo na niego czekały i stało się wybiła 22, szybko znalazły się w szatni ubrały się i wyszły rozweselone. W autobusie rozmawiały o sobocie i tej imprezie, to był jeden z głównych tematów drugim był Jarek. Kasia go uwielbiała, remontował dom jej rodzicom. Zaczęło sie tak niewinnie, taki mały flirt. Jednak z biegiem czasu Kasia nie wiedziała, czemu ale uzależniła się od niego. Tak zawsze wiedziała ze pasują do siebie dwa wariaty. Jarek to przecież chodzący klaun. Ciągle się śmieje i zaraza tym otoczenie. Dzięki niemu Kasia stała się weselsza częściej się uśmiechała promieniała mimo tych wszystkich problemów. Było dobrze a i Weronika się cieszyłam O.o.  Kasia jest szczęśliwa i chociaż w głębi sera ciągle się o nią martwię to cieszylam się razem z nią. Bo przecież wiedziałam ze Kasia się nie da. Chociaż było im dobrze dzieliła ich nie mała odległość ona tu a on tam w Warszawie. Na początku nie było tak źle, dzwonił pisał przyjeżdżał do niej kiedy tylko się dało. Bo przecież była rodzina, synek, córka mieli zawsze pierwsze miejsce. Tak Weronika wiedziała teraz to tylko te wolne związki, ale każdy przecież chce się zakochać i być kochanym tak naprawdę na zawsze. Byłyśmy nawet w odwiedzinach w stolicy, chociaż nie chciałam, ale dla Kasi pojechałyśmy przecież wiedział, jakie to dla niej ważne. Było milo, Kasia dobrze się bawiła, była szczęśliwa, wygłupiali się jak zawsze. Często pisał ze ja kocha, ze nie wiedział ze tak szybko można się zakochać. Kasia wierzyła, bo i ona cos czuła. Ale jakoś z czasem to chyba odeszło przepadło. Odległość wiele zepsuła, brakowało czasu na spotkania zawsze było cos ważniejszego. Może po prostu tak miało być, może to nie to cos zgasło wypaliło się. I nie wiedzieć, czemu Kasia sama to sobie wykrakała, czuła ze jest za dobrze ze to wszystko jest za prawdziwe ze cos się zepsuje. I niby wiedziała ze za bardzo się angażuje, ale to było silniejsze od niej. Nie miała na to wpływu to uczucie samo przychodziło z dnia na dzień. A teraz wszystko pękło jak banka mydlana. Ale Kasia zapomniała już jest dobrze żyje dalej bo przecież ma dla kogo dla córki. I tak mijały beztroskie dni nam obu Az pewnego dnia przyszło nam się rozstać, zwolnienia grupowe. Trudno jakoś dajemy sobie rade nie jest źle, chociaż miedzy nami mogłoby być lepiej. I tak nastał grudzień tak Werka lubiła ten miesiąc. Któregoś dnia Jarek napisał do niej. Zwykły sms „co tam”. Zdziwiło ją to ale odpisałam potem pisał ze chce ją poznać i tak się zaczęło, lawina sms-ów. Myślała ze to tylko tak na chwile na kilka sms-ów ale to już trwa kilka tygodni i jakoś nie chce się skończyć. Pisze,pisze,pisze, czasem dzwoni i w góry chce zabrać. Ale i ona teraz jak Kasia kiedyś zaczynam się przyzwyczajać, chociaż wie ze z tego nic nie bedzie bo przecież to bez zobowiązań. Boże czemu to wszystko jest takie trudne, czasem miała wrażenie ze on pisze wszystko co chce usłyszeć, bo przecież pisał ze dla niej zawsze ma czas ze tak łatwo się go nie pozbędzie ale czy ona tego wszystkiego chciała sama już nie wiedziała. I jeszcze ten wypadek, święta z była zona i synkiem. Nawet nie wiedziała, czemu ją to tak dobija przecież powinno ja to obejść. Ale co ona na to może ze taka uczuciowa jest, już tak ma. Najgorsze jest to ze on jest od niej starszy, ale przecież uwielbiała z nim pisać rozwesela ja zawsze. I jako jedyny znał jej tajemnice i akceptował ją. Czemu to wszystko musi być takie trudne i skąplikowane. I tak mijały dni, tygodnie. Ciągle pisał a ona nie umiałam się od niego odzwyczaić. A tak często próbowała, ale to nic nie dawało. I minęły święta jakoś je przetrwała i przyszedł nowy rok. Hmm życzenia noworoczne być w końcu tak cholernie szczęśliwa i mięć trochę świętego spokoju. I mamy styczeń, zbliża się wyjazd w góry i tak bardzo chciała i tak bardzo się boi. Co to będzie jak to będzie aż strach pomyśleć. A może nie potrzebnie się boi, może będzie się dobrze bawić. Tyle problemów, pytań wątpliwości w chodziło w jej głowie. Co zrobić? Tego nie wiedziała  może po prostu trzeba się poddać zobaczyć, co los przyniesie. Przecież to się nie może udać on tam ona tu, on ma 30 lat a ona 21 boże przecież to za duża różnica wieku. Czasami się zastanawiała czy naprawdę chce tak wiele, trochę szczęścia i świętego spokoju. Bez tych wszystkich problemów głupich pytań bez odpowiedzi. To jednak chyba dużo nawet bardzo skoro nawet tego nie ma, i nie może mieć. Tak myśli sobie czasem  ze może lepiej było by jak by nie pisał miałabym wtedy przecież ten swój święty spokój.  Nie było by wtedy tych wszystkich zmartwień znaków zapytania. I tak było by najlepiej, a może nie, bo teraz tak sobie myśli ze brakowałoby jej tego. Jarek już czul się lepiej po wypadku wyglądało na to ze doszedł do siebie. I nastał 20 stycznia dzień wyjazdu na narty. Siódma rano pobudka szybko się ubrała i poleciała na pociąg. Mieli spotkać się podczas przesiadki w Warszawie I tak się stało. Przywitali się i szybko wsiedli do pociągu wprost do Zakopanego. Gadali, śmiali się wygłupom nie było końca. A jej w głowie widniało tylko jedno pytanie co ona tutaj robi? I to jeszcze z nim ? Bo przecież mogła zostać w domu bez żadnych wyrzutów i nie było by ty wszystkich problemów. Ale to wszystko było silniejsze ode niej. Dojechali w końcu. Mmmm… Zakopane to powietrze ten klimat. Boże cud natury, tak to stanowczo takie miasto zakochanych. Wiec co my tu robimy ?
- Podoba się? Uśmiechnął się jak to on tylko potrafi najlepiej.
- Czy mi się podoba? Jest wyśmienicie nie potrafię nawet tego opisać słowami.
Przytulił ja wziął bagaże i poszli. Prowadził ja przez sama środek Zakopanego. Czuła się cudownie.
- Zaniesiemy bagaże do pensjonatu i idziemy zwiedzać pasuje?
- Jeszcze pytasz? Oczywiście ze tak. Byłam tak wniebowzięta ze nie dało się tego opisać.
- Dobrze to chodź chodź, bo jeszcze kawałek drogi przed nami.
- No przecież idę no zapatrzyłam się tu jest tak pięknie, magicznie.
- Tak wiem wiem – i znowu ten jego zabójczy uśmiech, przy którym czuła się tak bezpiecznie i czuła ze znikają wszystkie troski i zmartwienia.
Znaleźli końcu ten pensjonat, zakwaterowali się w dwóch osobnych pokojach. Tak dobrze ze wszystko zaplanował. Zaniosła swoje bagaże do pokoju i usiadła na chwile, nie mogła uwierzyć ze to wszystko dzieje się naprawdę, ze tu jest. Wstała spojrzała w okno, widok był przepiękny. Nie mogła nim nacieszyć oczu. Stała i nawet nie wiedziała ze uśmiecha się do szyby, zrobiła to bezwarunkowo. Spojrzała na zegarek już od 10 minut powinna być na dole. Tak się przecież umówili. Ubrała kurtkę zamknęła za sobą drzwi i zbiegła na dół już czekał. Podbiegła ucałowała go i poszli spacerować po szlakach Zakopanego. Najpierw były Krupówki, śmiali się i wygłupiali biegali jak wariaci od straganu do straganu podziwiając wszystkie pamiątki zakopiańskie. Nawet nie zauważyli, kiedy nastał wieczór. Bez pytania zaciągnął ja na kolacje była wyśmienita. Zjedli, pożegnali się i rozeszli się do pokoi. Weszła, usiadła na fotelu nawet się nie rozebrała, bo się rozmarzyła. Tak to był cudny dzień pełen emocji. Musiała trochę ochłonąć, za dużo tego wszystkiego jak na jeden dzień. Rozebrała sie w końcu wskoczyła szybko pod prysznic i położyła się do łóżka, długo nie mogła zasnąć z nadmiaru wrażeń. Napisał jej sms-a na dobranoc i jakoś spokojnie zasnęła. Obudziła się rano zaspana spojrzała za okno pięknie święciło słonce. Dzień zapowiadał się pięknie. Spojrzała na zegarek była 9 a w telefonie już kilka wiadomości od Jarka. A w jednej z nich „ Śniadanie masz przed drzwiami mam nadziej ze będzie smakowało, ja poszedłem na targ niedługo wrócę nie martw się baw się dobrze całuje” Otworzyła drzwi a tam taca z królewskim śniadaniem. Wzięła je zamknęła drzwi, położyła na łóżku włączyła radio i zaczęła tańczy z radości. Jadła tańcząc i śpiewają. Gdyby ja teraz zobaczył padłby ze śmiechu, ale nie widzi wiec może być teraz sobą. Nawet nie zauważyła kolejnej wiadomości od niego ”Już jestem mam nadziej ze wszystko dobrze i ze śniadanko smakowało. Jak już będziesz gotowa na podbój Zakopanego to daj znać czekam„. Rzuciła telefon na łóżko i pobiegła pod prysznic, ubrała się ciepło, bo na dworze – 20 stopni. Zima, jakiej swat nie widział, stulecia. Napisała mu „ za 10 minut na dole” Kilka razy obejrzała się w lustrze, założyła cieple skarpety buty czapkę i kurtkę zamknęła drzwi i zbiegła na dol. Jeszcze go nie było, wiec wyszła przed pensjonat żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Kiedy ktoś zasłonił jej oczy obrócił ja ku sobie i pocałował, była wniebowzięta.  Złapał ja za rękę i poszli na podbój Zakopanego. Nawet w snach nie marzyła ze może być taka szczęśliwa.
- O czym myślisz? Zapytał ni z stad ni owąd
- Hmmm… o tym ze jest mi z Toba tak dobrze i ze za chwile to się skończy, ta magia.
- Wiesz… tez o tym myślałem i nie wiem jak to będzie jak wrócimy. Na pewno nie chce zrywać z Toba kontaktu. Ale nie mogę ci tez nic obiecać dajmy sobie czas.  Wiem ze to na pewno nie to co chciałaś usłyszeć przepraszam inaczej nie umiem nie chce cie okłamywać. Po prostu na razie cieszmy się tym co mamy co jest teraz.
- Tak masz racje nie to chciałam usłyszeć. Ale może to i lepiej czas pokaże jak mam być z nami. Cieszmy się tym, co mamy tu i teraz.
- I taka cie właśnie lubię, uśmiechnięta. – Powiedział u ucałował ja czubek noska.
I poszli najpierw na obiad, bo już była ta pora. Zjedli szybko i już szli zwiedzać Zakopane. Chodzili tak rożnymi uliczkami, poznawali nowe zakątki tego miasta. Śnieg prószył, temperatura na dworze się nie zmieniała. Ahh ten mróz ani trochę nie chciał odpuścić.  Zamyśliła się na chwile, bo przecież już jutro trzeba będzie wracać do szarej rzeczywistości. Ale może się ułoży, będą przecież mieli co wspominać. Tak stanowczo to dobra pamiątka. Nastał mrok, zmierzali już do pensjonatu. Podziwiali uroki tej nocy, nawet nie wiedziała, kiedy ja objął, przecież to ostatnia taka magiczna noc tutaj. Niebo było piękne, gwieździste. Już wchodzili do pensjonatu zmarznięci nie ziemsko wiec zaproponował herbatę w jego pokoju, mimo wahania poszła z nim. A tam czekała na nią niespodzianka. Pięknie przygotowana kolacja. Gdy to zobaczyła chciała już wyjść. Czemu? Dobrze wiedziała, czym taka kolacja powinna się skończyć. Ale zatrzyma ją w drzwiach.
- Czemu uciekasz? – Zapytał zdziwiony
- Przecież to wszystko dla ciebie przygotowałem Weronika, o co chodzi?
- Dobrze wiesz, czym taka kolacja powinna się skończyć a ja tak nie chce dobrze o tym wiesz. Lepiej będzie jak już sobie pójdę.
- Nie zaczekaj wiem nie pomyślałam o tym, ale obiecuje ze to tylko kolacja później odprowadzę się do pokoju.
- Naprawdę? Obiecujesz?
- Tak obiecuje na wszystko, co chcesz.
- Dobrze wiec zostanę.
I usiedli przy stole, kolacja była przepyszna nigdy nie, jadła lepszej. Śmiali się rozmawiali nawet nie zauważyła jak czas leciał. W końcu stwierdziła ze czas już wyjść wiec wstała podziękowała za kolacje a on złapał ja za rękę i zaprowadził do pokoju. Stali tak jeszcze przez chwile przed jej pokojem milczeli pocałował ja tylko powiedział dobranoc i poszedł.  Weszła do pokoju, ubrała się w piżamę i rzuciła na łóżko. Nawet nie wiedziała, kiedy zasnęła ale chyba już świtało.  Rano obudziło ja pukanie do drzwi. Otworzyła oczy, spojrzała na zegarek była 8 rano. Wstała zaspana otworzyła drzwi a tam stan Jarek ze śniadaniem. Stanęła oniemiała i nie wiedziała, co ma powiedzieć.
- Pomyślałem ze zjemy razem w ten ostatni dzien. Nie chciałem cie budzić, ale i tak niedługo musimy się zbierać. – Uśmiechnął się
- Nic się nie stało to bardzo mila pobudka. Wejdź proszę.
 I rozsiedli się na łóżku wcinając śniadanie. Czasem patrzyła w okno by dobrze zapamiętać ten widok, bo przecież był zjawiskowy jedyny w swoim rodzaju. I śniadanie się skończyła wstał zabrał tace pocałował ja w czoło i powiedział:
- No to czas się zbierać, spakuj się szybko to pójdziemy jeszcze pospacerować po Krupówkach ostatni raz.
- Dobrze dam znać jak będę gotowa.
Poszedł, drzwi się zatrzasnęły a ona zaczęła się pakować, chociaż nie szło jej to za dobrze. Widać było ze nie chce wyjeżdżać zresztą, kto by chciał z tak pięknego miejsca. Przysiadła na chwile zamyśliła się wspominała cały wyjazd był pełen pozytywnych wrażeń i emocji.  A Jarek był taki, jakim go sobie wymarzyła. Takiego go jeszcze nie znała był wyjątkowy. Sama nie mogła w to uwierzy ale tak było. Jakieś to dziwne Az za piękne by mogło być możliwe. Bała się ze to wszystko się zaraz zepsuje, cos się stanie i ta cala magia gdzieś zniknie. Spakowała się do końca, wstała ubrala się ostatni raz spojrzała w okno na pokój zamknęła drzwi i wyszła.  Szła powoli nie chciała wyjeżdżać. Już czekał na nią w holu, witając ja promiennym uśmiechem. Przytulił ja i poszli ostatni raz na spacer pożegnać Zakopane. I skończył się ten magiczny weekend. Już czekali na stacji na pociąg, tak to powrót do szarej rzeczywistości. Dojechali do Warszawy, droga, jakoś przebiegła im w milczeniu. Nadszedł czas się pożegnać wiec pocałował ja a ona pobiegła na pociąg. Czekał jeszcze na stacji aż odjedzie i poszedł. A o siedziała w pociągu patrzyła w okno, miała mętlik w głowie.  Wszystko wydawało się takie bajeczne nie realne, ale jednak się stało, wydarzyło.  Wysiadła na dworcu i poszła do domu. I tak mijały dni tygodnie, miesiące. A ta znajomość mimo wszystko ciągle trwała.  Pisał często ze tęskni, ze nigdy nie zapomni tego wyjazdu. Cieszyła się ale nie wiedział czy to wszystko prawda chociaż mimo wszystko tym wyjazdem i zachowaniem udowodnił ze może mu wierzyć. Spotykali się rzadko bo zawsze cos było ważniejsze, czasem myślała ze to może jakieś znaki do losu ze nie jest im pisanie być razem. Nie potrafiła zerwać tej znajomości, bo przecież chciała tylko go mieć czasem przy sobie tak na chwile.  A może tylko doskwierała jej samotność.  Pewnego dnia siedziała w domu i czytała książkę, chciała jakoś zabić czas by nie myśleć i nie zastanawiać się, czemu nie pisze, nie odzywa sie. Siedziała i w pewniej chwili usłyszała jakieś wrzaski spojrzała za okna a tam stal Jarek i krzyczał. Otworzyła okno i usłyszała:
- Kocham cie bądź ze mną!!!
- Ja ciebie tez wariacie będę będę .
Szybko zbiegła na dół i pocałowali.

niedziela, 31 października 2010

Siedziała na mostku i rozmyślała o tym, co złe ja spotkało. Jakoś nie wiedziała w swoim życiu tych dobrych chwil. Starała się, ale nie potrafiła. Nie wiedzieć, czemu było jej teraz tak źle. Tak… chyba czuła się samotna. Wiatr wiał a łzy same spływały jej po policzkach. Zamyśliła się na chwile i poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu. Przestraszona odwróciła się i usłyszała nieznajomy glos.
- Wszystko w porządku ?
- Tak, chyba - odpowiedziała przestraszona
- Mogę się przysiąść – zapytał
- Tak tylko ze ja dziś nie jestem dobrym kompanem do rozmowy.
- Dobrze możemy pomilczeć.
Wiec siedzieli długo w milczeniu nawet nie zauważyła jak zapadła noc. W końcu jedno z nich przerwało milczenie.
- Nie pasują ci łzy – powiedział uśmiechając się.
- Możliwe, ale nie potrafię ich powstrzymać, same napływają mi do oczu.
Wziął rękę i wytarł jej łzy. To spowodowało ze poczuła się teraz tak bezpiecznie. Nawet nie wiedziała kiedy znalazła się w jego ramionach. Ale chciałaby ta chwila trwała wiecznie i nigdy się nie kończyła. Bo to była jedna z najlepszych chwili dla niej w tym ostaniem czasie jak mogła ja spotkać.

środa, 27 października 2010

Pogodzili się po raz kolejny zresztą już czasami miała tego, dość, ale nie potrafiła mu nie przebaczać, bo za bardzo go kochała. W ramach zgody pojechali razem na imprezę oboje chcieli zapomnieć o tym, co złe i się wyluzować. Czuła ze to im pomoże. Wiec pojechali, byli szczęśliwi jak nigdy naprawdę az nie mogła uwierzyć w to szczęście cala drogę śmiali się i gadali jak najęci. Wreszcie dojechali wysiedli z samochodu i weszli do dyskoteki. Przez długi czas bawili się razem. On chciał trochę zmienić klimat, posłuchać innej muzyki wiec poszedł na inna sale, puściła goo bez żadnych obaw. Jednak po czasie zrozumiała ze to był błąd. Poszła na chwile na duża sale i zobaczyła jego całującego się z inna dziewczyna. Stała jak zamurowana nie mogła w to uwierzyć, zaczęła przepychać się do drzwi zauważył ja wiec pobiegł za nią. Nie, wiedziała, co się dzieje po raz kolejny zawali jej się cały świat. Ze łzami w oczach wsiadła do samochodu a on tuz z nią. Miała ochotę go spoliczkowac, ale nie wiedziec, czemu tego nie zrobiła. Wtedy zaczął się tłumaczyć:
- Ja nie chciałem too ona mnie, zaczęła calowa…- zrobił minę zbitego psa jak robił to zawsze.
- Trzeba była ja odepchnąć.- ledwo wymówiła te słowa cala się trzęsąc.
Mówi cos jeszcze ale już go nie słuchała patrzyła tylko cały czas w okno tylko w pewnej chwili powiedziała:
-Zawieź mnie do domu.
Więcej cala drogę nie odezwała się do niego ani słowem.
Siedziała na łące opalała się. Obok niej leżał on. Była szczęśliwa, zdała maturę, miała u swojego boku ukochana osobę i przyjaciół. Jakoś dziwnie odczuwała to szczęście , nie wierzyła ze może dostać go aż tyle naraz. Były wakacje a obiecała sobie ze spędzi je beztrosko , ze nie będzie się martwic. Wiec tak starała się robić. To miały być ich pierwsze wakacje razem, nawet nie wiedział jak się na nie cieszyła. To miały być jedne z najlepszych wakacji. Dni mijały i coraz bliżej było im do wspólnego wyjazdu. Tka już była spakowana, wsiedli do pociągu i pojechali. Cieszyli się ze w końcu będą to ich wakacie bez rodziców i spędzi cały tydzień sami. Dojechali, zagościli w schronisku i od razu poszli zwiedzać okolice. Nawet nie wiedzie jak te kilka dni im zleciało , zostało im dwa dni tej sielanki. To miała być ich ostatni dzień. Chcieli go zapamiętać i spędzić jak najlepiej. Akurat trafiło im się ognisko wiec się przyłączyli. Wypili co nie co, a on zniknął, zauważyła to po jakimś czasie wiec zaczęła go szukać. I znalazła ale nie tam gdzie by chciała. Całował się z inna. Z oczami pełnymi łez pobiegła gdzieś, zauważył ja i zaczął biec nią. Dogonił ją, zaczął przepraszać lecz ona nie chciał tego słuchać wyrwała mu się i wbiegła do schroniska. Położyła się do łóżka dalej plącząc. Rano szybko się spakowała pożegnała ze wszystkim i wyjechała. Szybko znalazła się w domu, i jak najszybciej spotkała się z przyjaciółka wiedziała ze zawsze może na nią liczyć. Wypłakała się je, trochę jej ulżyło. A teraz dalej trwają wakacje, a ona nie jest już z nim bo nie potrafi mu tego wybaczyć, ale nie jest jej łatwo. Po prostu cieszy się wakacjami razem z przyjaciółmi.
Obiecała sobie ze już nigdy nie wpakuje się w takie bagno. Zrobiła dla niego tak wiele a on nią jak potraktował. Wierzyła mu, kiedy mówił ze to dla ich dobra ze ja Kocha. Jak widać była zaślepiona i okazało się naiwna. Stała w strugach deszczu nie wiedząc, co zrobić. Wyjęła telefon zadzwoniła po przyjaciela przyjechał. Cala drogę nie odezwali się ani słowem, on zawsze był przeciwny temu związkowi wiedział, jaki jest Michał. Ale wiedząc szczęście Kasi nie potrafił jej tego odebrać. Ona ciągle wierzyła ze sie zmienni, ale chyba bez skutecznie. Kuba był jej najlepszym przyjacielem naprawdę nigdy z nikim się tak nie dogadywała. Nikt tak jej nie wspierał jak on. I chociaż czasami mieli odmienne zdania i tak zawsze jedno cieszyło się ze szczęścia drugiego. Jednak ona wiedziała ze Mateusz chce być sami nigdy nie miał żadnej dziewczyny i to ja czasem zastanawiało, bo przecież bym super przystojnym kolesiem. i często zastanawiała się, czemu on się przyjaźni z takim kimś jak ona. Czasami próbowała się tego ode niego dowiedzieć, ale zawsze mówił ze jest po prostu wyjątkowa. Była spostrzegawcza dziewczyna i zawsze wiedziała, co kto czuje miała taki dziwny dar. Ale jednej rzeczy nie zauważyła ze Mateusz nigdy nie mówił przy niej o uczuciach. Zawsze wydawało jej się ze to bardzo wyluzowany koleś ale nie wiedział ze w środku jest bardzo nie śmiały. Jechali dalej odezwał się:
-Ja, ci od początku mówiłem co to za typek tylko ty nie chciałaś Wierzyc byłaś taka zakochana.
- Tak teraz to wiem i czemu ja cie wcześniej nie posłuchałam – odpowiedziała slochajac.
- No już trudno za późno by żałować i trzeba iść dalej – powiedział i uśmiechnął się do niej.
Ona jakoś nie umiała odwzajemnić uśmiechu. Zawiózł ja do domu. Z tego wszystkiego nawet nie powiedziała mu pa wzięła bagaże i poszła do domu. Ze smutkiem na twarzy odjechał. Nigdy nie powiedział jej ze ja kocha. Wiedział ze to i tak by nic nie zmieniło dopóki jest z Michałem. Ale teraz stan rzeczy się zmienni. Chociaż wiedział ze to nie odpowiedni moment na takie wyznanie, wiedział ze musi poczekać o teraz może być jego szansa. Dzwonił, pisał, chociaż ona mówiła ze chce być sama nie dawał jej spokoju. W końcu, kiedy minęło już trochę czasu, od kiedy to wszystko się wydarzyło żebrał się na odwag i poszedł do niej. Najpierw nie chciała z nim rozmawiać, ale w końcu go wpuściła. Chwile potrwało zanim któreś się odezwało. Kiedy on przerwał milczenie:
- Długo czekałem na ta chwile i ciągle nie wiem jak mam ci to powiedzieć, bo nie umiem mówić o uczuciach. Trochę się zdziwiła, ale słuchała do dalej.
-Zawsze byłaś dla mnie najlepsza kumpela tyko ty mnie rozumiałaś i często wiem zastanawiałaś się, czemu jestem sam otóż jest jedna przyczyna ty. Od pewnego czasu czuje cos, czego nie da się opisać. Ale ja spróbuje. Kiedy poznaliśmy się po raz pierwszy od razu wiedziałem ze jesteś ta jedyna, ale ty byłaś już zajęta wiec postanowiłem poczekać, ale być u twojego boku. Nawet nie wiesz ile znaczył dla mnie każdy dzień spędzony z Toba każda rozmowa to ze zawsze jak było źle dzwoniłaś od razu do mnie. To ze płakałaś przy mnie a mnie się serce krajało. I dobrze wiesz ze zawsze starałem ci się pomoc jak tylko potrafiłem, kiedy wiedziałem ze z Michałem to juz definitywny koniec wiesz dobrze ze ci współczułem i byłem z Toba cały czas ale moje serce gdzieś tak głęboko się radowało. I nawet nie wiesz ile trudu sprawia mi powiedzenie tego wszystkie a przed wszystkim tego słowa no po prostu kocham cie.
Zamurowało ja nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Nigdy nie rozmawiali o jego uczuciach. Pomyślała chwile i odpowiedziała:
- Jestem zaskoczona domyślam się ze o tym wiesz i tak masz racje ty nigdy nie mówiłeś o tym co czujesz i może dlatego ten szok. Ale mogę powiedzieć ci jedno teraz nie będziemy razem mowie teraz ale chce z Toba spędzać jak najwięcej czasu by zapomnieć o tym wszystkim co się stało. A wtedy kto wie co się wydarzy . Wstała przytuliła go i pocałowała w policzek i szepnęła do ucha: Dziękuje ze jesteś.
Siedziała w domu patrzała przez okno. Pogoda nie była zbyt ciekawa. Jeszcze bardziej potęgowała jej smutek który tak głęboko w niej siedział. Wpatrywała się ludzi którzy przechodzili. Lubiła zastanawia się kim sa co robią w życiu, gdzie się tak śpieszą . Czasami tam za oknem widziała rożne sytuacje z życia wzięte czasami byle tez takie które sama przeżywała. Zadzwonił telefon , to była Natalia jej najlepsza kumpela, postanowiły ze mimo tak brzydkiej pogody i tak pójdą zaczerpnąć świeżego powietrza. Ubrała się wzięła psa i wyszła. I tak szlajały się to tu to tam , naśmiały się przy tym dużo i wiedziały ze ten spacer obu sprawia duża radość. Ze zmęczenia usiadły na ławkę, chichocząc się dalej. Nawet nie zauważyły jak ktoś do nich podszedł. Ze miały dobry humor od razu zaczęły z nimi rozmawiać. W czwórkę bawili się świetnie , nawet nie zauważyły jak sie ściemniło. Widziały ze powinny już iść do domu ale jakoś nie chciały. Ale w końcu jednaka obie spojrzały na zegarek było około 22 wiedziały ze dla obu pewnie to się źle skończy . Pożegnały się i pobiegły do domu. Po Powiercie nie było tak źle jak myślały , nie dostały kary . Wieczorem jeszcze długo rozmawiały nawet nie wiedziały ze ten dzień będzie taki piękny , były bardzo szczęśliwe, chociaż nie wiedziały co sprawiło to szczęście. Poszly spac z wielkim spokojem w sercu ze jeszcze mozga być szczęśliwe.
Już od 2 dni nie odżywał się do niej. Zaczęła się poważnie o niego martwił przecież nigdy mu się to nie zdarzało. Dzwoniła, pisała, ale to nic nie dawało. Mimo ze mieszkał kilka pięter niżej widywała go rzadko, bo ona była zajęta praca on nauka. Ale to jego milczenie nie dawało jej spokoju wiec ubrała bluzę i zbiegła na dol. Nacisnęła dzwonek, drzwi się otworzyły a w nich stanęła jego mama.
- Dzień dobry, a w zasadzie dobry wieczór już. Jest Dawid? - Zapytała z wielkim bananem na ustach. Już zanim dzwoniła wiedziała ze cos jest tak, bo słyszała głośna muzykę za drzwiami a znała Dawida trochę i wiedziała ze tak właśnie zagłuszał swoje myśli.
- Tak jest, ale jak słyszysz jego stan nie jest najlepszy i tak już od kilku dni – odpowiedziała matka niezbyt szczęśliwa.
Wpuściła ja i zapytała czy chce cos do picia odpowiedziała ze tak to co zawsze. Podeszła do drzwi jego pokoju zapukała, chociaż i tak nie wiedziała, po co bo i tak muzyka to zagłuszyła. Uchyliła drzwi wcisnęła głowę i zapytała:
-Mogę wejść?
Nic nie odpowiedział przytaknął tylko. Weszła zamknęła drzwi. Podeszła do niego i zapytała:
-Co się dzieje? Nie odzywasz się do mnie martwię się o ciebie.
Czekała cierpliwie na odpowiedz milczał przez chwile.
-Majka mnie zdradziła. – Odpowiedział, ale słyszała ze płacze. Podeszła bliżej położyła rękę na jego ramieniu a on odwrócił się i wpadł w jej ramiona plącząc jak dziecko, któremu zabrano zabawkę.
- Będzie dobrze, nie płacz – odpowiedziała i bardzo mu współczuła, bo wiedziała jak ja kochał i jak wiele był w stanie dla niej zrobić.
- Ale jak to się stało? – Zapytała
- Wystarczyła jedna impreza, aby wszystko się zawaliło… - mówił przez łzy
- Dawid ja wiem ze dasz rade musisz tylko podjąć dobra decyzje zastanowić się czy kochasz ja wystarczająco na tyle by jej to wybaczyć i znowu z nią być.
-… Dziękuje- odpowiedział tylko
- Ale za co – zapytała zdziwiona
- Ze jesteś tak po prostu opowiedział i próbował się uśmiechnąć najbardziej jak tylko w tej chwili potrafił